| >> O serialu >> Skąd pomysł na serial: |
Marc
Cherry (scenariusz), znany z takich produkcji telewizyjnych
jak m.in. "The Golden Girls", "The Crew",
wpadł na pomysł "Gotowych na wszystko", kiedy
razem z matką oglądał słynny w Stanach proces Andrei Yates,
kobiety, która utopiła swoje dzieci. Do dziś pamięta, jak
zadał swej matce pytanie: "Jak bardzo musi być
zdesperowana kobieta, która urodziła i wychowywała dzieci,
żeby zrobić coś takiego?". Odpowiedziała mu
natomiast: "Ja ją poniekąd rozumiem, sama przez to
przeszłam" - czym całkowicie go zaskoczyła. Nie mógł
pojąć, dlaczego jego matka, którą do tej pory uważał za
kobietę idealną i wzór rodzicielskich cnót, mówi coś
takiego. Pani Cherry dopiero wtedy przyznała się synowi, że
w czasie kiedy siedziała w domu, wychowywała troje dzieci i
starała się być przykładną gospodynią, przeszła kilka
załamań nerwowych. Na szczęście drobnych. Zdołała się z
nimi sama uporać, ale dziś wie, że czasami życie w domu
staje się tak monotonne i nieznośne, a dzieci tak
dokuczliwe, że naprawdę trudno to wytrzymać. Marc patrzył
na nią szeroko otwartymi oczami. Dopiero wtedy zrozumiał,
jak długo pielęgnował w głowie popularny schemat, że dla
kobiet zajmowanie się domem to coś naturalnego i
oczywistego. Nigdy wcześniej nie myślał o tym, że kobieta
zajmująca się dziećmi może czuć się niespełniona i
pragnąć czegoś zupełnie innego. Nagle go olśniło -
skoro tak czuła się jego matka, na pewno tysiące innych
kobiet przeżywają dokładnie to samo! Tylko nikt o tym głośno
nie mówi. Macierzyństwo to przecież rzecz święta, społeczeństwo
wymaga od kobiet, które dostąpiły tej łaski, poczucia
kompletnego spełnienia. Matki nie powinny już pragnąć w życiu
niczego innego, tylko z radością zajmować się uroczym
bobaskiem. Od lat to właśnie w ten sposób przedstawiano
kobiety w amerykańskich serialach. Mogły grzecznie śpiewać
dzieciom kołysanki do snu, czule do nich przemawiać, potem
wdzięcznie malować sobie paznokcie u stóp i z uśmiechem na
twarzy podawać rodzinie gorący obiad. Oczywiście w butach
na wysokich obcasach, najlepszej sukni balowej i perłach na
szyi. A co zrobić, jeśli dziecko nieustannie się drze, nie
chce spać albo ciągle robi matce niemiłe psikusy? W amerykańskich
serialach familijnych takie dzieci po prostu nie występują.
Marc natychmiast zaczął pisać. Oczywiście to, co potrafił najlepiej, czyli scenariusz kolejnego serialu. Czuł, że to, co robi, jest nowatorskie, i że jeśli dobrze pójdzie, to na zawsze odmieni myślenie o dojrzałych kobietach, które dokonały już w życiu wyborów, założyły rodziny, urodziły dzieci, a teraz ponoszą tego konsekwencje. Niestety, oprócz niego nikt nie chciał uwierzyć w to, że taki serial się sprzeda. Żaden z telewizyjnych gigantów, FOX, HBO czy NBS, nie widział w jego projekcie nic godnego zainwestowania pieniędzy. Odstraszał ich już sam tytuł (w dokładnym tłumaczeniu: Zdesperowane gospodynie domowe), którego Marc pod żadnym pozorem nie chciał zmieniać. W dobie popularności seriali opowiadających o kobietach młodych, silnych i niezależnych (jak "Seks w wielkim mieście" czy "Ally McBeal"), których życie polega głównie na robieniu zakupów i rozprawianiu o tym, jak kiepscy są mężczyźni, kogo zainteresowałby film o zdesperowanych czterdziestolatkach nieudolnie zmagających się z codziennym, szarym życiem? A jednak okazało się, że ich przygód ciekawe są miliony telewidzów na całym świecie.